Asset Publisher Asset Publisher

Spotkaliśmy w lesie masło czarownic

Mirella Kowalczyk – podleśniczy leśnictwa Sokolniki – kilka dni temu znalazła w lesie masło czarownicy. Co to takiego?

„Nie jest to roślina, nie jest to zwierzę i nie jest to grzyb. Wykwit piankowaty, bo tak się to poprawnie nazywa jest organizmem zaliczanym do protistów” – odpowiada leśniczka.

„Zastanowiła mnie jego jaskrawożółta barwa i ciekawa konsystencja” – uzupełnia podleśniczy. „Byłam tak ciekawa tego tworu, że musiałam go dotknąć. W dotyku przypomina slim’a” – mówi Mirella.

Istotną cechą dla tego gatunku śluzowca jest jego wysoka tolerancja na zabójcze stężenia metali ciężkich, głównie cynku. Odżywia się pochłaniając bakterie i inne substancje spotkane na swej drodze. Śluźnie spotykają się ze sobą i łączą w większy twór.


Organizm ten może się poruszać.
„Naprawdę! Przemieszcza się!” – mówi nadleśniczy dr inż. Joanna Oleszyńska-Niżniowska.
„Z prędkością do pół centymetra na godzinę. Policzyliśmy, że gdyby wykwit piankowaty miał ukończyć maraton zajęłoby mu to ponad 962 lata (biegaczom zajmuje nieco ponad 2 godziny), a 100m – więcej niż 2 lata (Ewa Swoboda biega 100 m w niecałe 11 sek.)

Niesamowite jest też nazewnictwo naszego śluzowca…
„Uwaga, po angielsku to "Dog vomit slime mold" to "psie wymioty" a po hiszpańsku nazywany jest księżycowym ciasteczkiem lub bardziej potocznie "księżycową kupką" – uzupełnia nadleśniczy Nadleśnictwa Przedborów.
„Finowie uważali, że wiedźmy używają go, by zepsuć mleko sąsiadów, a w skandynawskim folklorze to podobno wymiociny kota wiedźmy”. – dodają leśnicy.Są też twardziele z Meksyku, którzy zbierają wykwity piankowate, by je zjeść. To samo robią z nim Ukraińcy zamieszkujący Karpaty, którzy kosztują je tuż po usmażeniu. „Słyszeliśmy też, że podobno masło czarownicy przypomina w smaku jajecznicę” – komentuje dr inż. Joanna Oleszyńska-Niżniowska.